Dziś opowiem o tym, jak wyglądał mój Erasmus
w Niemczech. Sama, gdy zastanawiałam się, jak wybrać kraj na stypendium,
szukałam opinii studentów w Internecie, kosztów wyjazdu, informacji, jakie miasto wybrać. Postaram się napisać taki post,
jakiego sama potrzebowałam przed wyjazdem do Moguncji.
![]() |
| Rzeka Ren, z którą spotkałam się w sześciu różnych miastach. Mówi się, że w dolinie rzeki Ren żyją najsympatyczniejsi ludzie :) |
Tu ważne są dwie sprawy - położenie, bo zachodnie Niemcy zwykle są droższe
niż wschodnie, i rozmiar - najlepiej wybierać większe miasto, w których będzie więcej
studentów z wymiany. Taka opcja daje nam też większą różnorodność – świetnie jest
poznać nie tylko Europejczyków (czyli przede wszystkim wszechobecnych Włochów),
ale też ludzi z innych kontynentów. Im mniejsze miasto, tym nasze szanse
spadają. Ja miałam znajomych z Korei, USA, Kolumbii... Niesamowity miks kulturowy. Za to moja koleżanka, która pojechała do małego miasta na Litwie, miała na uczelni dwudziestu studentów z wymiany, z czego szesnastu z Turcji. Ja nie miałam wyjścia, bo Moguncja
była jedynym dostępnym mi uniwersytetem w Niemczech, który miał katedrę języka
rosyjskiego. W mieście działo się dużo, w ciągu tygodnia mieliśmy zwykle kilka
różnych wydarzeń i musieliśmy wręcz zbierać się co kilka dni, by zdecydować, co robimy w danym tygodniu. Na
wszystko nigdy nie starczało czasu, ale nie żałuję - uwielbiam zbierać nowe doświadczenia.
![]() |
| Gdybym miała zrobić listę zabytków UNESCO, które zobaczyłam przez ten semestr, to nie starczyłoby mi papieru |
Zwiedzanie
Świetnie jest wybrać miejsce, gdzie działa
ESN lub inna organizacja tego typu – w Niemczech ESN nie jest szczególnie
popularny, u mnie go nie było, zamiast tego mieliśmy Studierenden Werk i Erasmus Team, którzy może mieli inne zadania, ale świetnie się nami zajmowali. Warto
jest zacząć zwiedzać okoliczne miasta od samego początku semestru, kiedy jeszcze nie ma zbyt wiele
nauki, a w semestrze zimowym jest jeszcze w miarę ciepło. Samodzielne
załatwienie wycieczki czasem bywa trudne, więc dobrze jest brać udział w tych, które
organizuje uczelnia - zwykle są organizowane "po kosztach". Jeśli zaś nie lubimy podróżowania w grupie, można te szkolne wycieczki
potraktować jako podpowiedzi, które miasta w okolicy warto odwiedzić.
![]() |
| Proszę bardzo, jak drogo jest w Niemczech - czasem nie starcza kasy, żeby skończyć budynek i zostają takie dziury ;) |
Koszty i stypendium
Erasmus w Niemczech to dziura bez dna.
Stypendium z uczelni (400 euro miesięcznie - stan na 2016 rok) skończyło mi się jeszcze w październiku. Akademik kosztował 300 euro, plus trzeba było wpłacić depozyt (600 euro), który zwrócono nam po zakończonej wymianie. Umowa na akademik była na sześć albo dwanaście miesięcy - bezwarunkowo, nawet jeśli studenci z wymiany nie zostawali tyle (semestr zimowy trwał od października do końca lutego). Z podstawowych kosztów mieliśmy jeszcze bilet semestralny połączony z legitymacją studencką, który kosztował 300 euro (podobno część tego szła na renowację uniwersytetu, mieliśmy bezpłatną komunikację w całym okręgu, a więc nie tylko Moguncja, ale i Frankfurt, Wiesbaden i całkiem sporo dużych miast).
Ceny wszystkiego są nieznacznie wyższe – może oprócz odzieży, jeśli ma się Primarka pod
ręką. Dodatkowo trzeba pamiętać o tym, że w czasie wymiany zagranicznej żyje się
jednak zdecydowanie bardziej aktywnie niż normalnie – regularne są wycieczki,
imprezy, wypady ze
znajomymi. Ja nie chciałam wspominać Niemczech jako okresu, w którym odmawiałam
sobie wszystkiego, i choć starałam się żyć oszczędnie, gdy moi przyjaciele
wychodzi, ja szłam z nimi. Dzięki temu mam wiele przepięknych wspomnień, do których będę wracała latami.
Ważna uwaga: mniej zamożnym studentom przysługuje dodatkowe stypendium POWER (2016rok: 200 euro miesięcznie więcej). Warto sprawdzić, czy się na nie nie załapiemy.
| Warto jest zaprzyjaźnić się z kimś z lustrzanką. ;) |
Studenci
To była kwestia, której najbardziej się
bałam. A co, jak nikogo nie poznam? Sama będę w pokoju siedziała przez cały
semestr! Albo z nikim się nie polubię. Albo coś pójdzie nie tak. Dziś mogę już
z pewnością powiedzieć, że nie ma takiej opcji. Podczas tygodnia organizacyjnego
(info days, welcome week) poznałam
kilkadziesiąt osób. W ciągu semestru spotykałam ich potem w najróżniejszych
miejscach. Najbliżej byłam z tymi, którzy mieszkali w moim akademiku – po pierwszym
tygodniu stworzyliśmy grupę, która w krótkim czasie zżyła się tak, jakbyśmy
znali się od lat. A jednak dzięki temu, że w czasie info days poznałam masę
innych osób, miałam też z kim robić projekty na zajęciach, z kim siedzieć w
bibliotece, a także zostałam zaproszona na świętowanie Koreańskiego Nowego
Roku. Wiele uczelni ma też buddy programme dla integracji z rodowitymi studentami. Jeśli się do niego zapiszecie, zostanie wam przydzielony student z waszej uczelni, który pokaże wam miasto i pomoże odnaleźć się w nowym świecie. Jeśli macie szczęście, taka osoba odbierze was z dworca i zaprowadzi pierwszego dnia wszędzie tam, gdzie musicie być.
Ludzie na Erasmusie są na pewien sposób tacy sami: samotni, z dala od domu i znajomych, witają z entuzjazmem możliwość poznania kogoś nowego. Poza tym mają podobne charaktery - doceniają podróże, chcą zwiedzać, często uczą się wielu języków obcych. Jeśli odnajdujecie w tym opisie siebie, taki wyjazd jest dla
was.
![]() |
| Mało jest w Niemczech słońca, ale jak już wyjdzie zza chmur, to szczęki opadają |
Mój wyjazd do Niemczech był niesamowitym doświadczeniem, które będę
wspominać jeszcze przez wiele lat. Był to także test charakteru – musiałam odnaleźć
się w kraju, którego język ledwie znałam. Teraz już wiem, że mogę liczyć na
siebie i mój kolejny wyjazd ze stypendium, do Portugalii, mogłam przeżyć już
spokojniej. Ale o tym innym razem.














