Dziewczyna sama w podróży




Dziewczyna sama w podróży to proszenie się o kłopoty, słyszałam zewsząd jadąc sama do Portoryko, do Meksyku, do Maroko. Wiecznie ta sama śpiewka.

Jak wygląda samotne podróżowanie? Jak zacząć podróżować w pojedynkę?

Jak przestać się bać?

Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś nas złapie i zabije?

Rozwiewam mity i bajki na temat podróżowania solo.

Kim jestem?


Wiem, że większość z was przychodzi tu z łapanki internetowej, dlatego króciutko opowiem o tym, kim jestem i jakie mam doświadczenie w podróżowaniu w pojedynkę. Pierwszy raz za granicę wyjechałam na studia do Niemczech, potem po raz kolejny do Portugalii. Po raz pierwszy samotnego podróżowania spróbowałam zeszłej jesieni, kiedy po pracy wakacyjnej w Stanach (z programu Work and Travel) nie mogłam znaleźć nikogo, z kim mogłabym zgrać plany. I wiecie co? Podróżowanie solo uzależnia.

W pojedynkę zjechałam oba wybrzeża, Portoryko, a ponieważ nie śpieszyło mi się do domu, także odrobinę Meksyku i pół Kanady na stopa. Post: Kamila na Zielonym Wzgórzu, Wizyta u Amiszów.

Samotne podróżowanie spodobało mi się na tyle, że po powrocie ze Stanów obroniłam się i postanowiłam dać sobie rok – jeden rok, licząc od dnia obrony – na zwiedzanie świata na własną rękę. Ten rok wciąż trwa, a ja w pojedynkę zjechałam Maltę, Maroko, Hiszpanię i Australię, gdzie trafiłam w sam środek pożarów.
Obecnie epidemia koronawirusa zatrzymała mnie w Nowej Zelandii - wciąż jeszcze szukam drogi do domu, ale też całkiem podoba mi się moja nowa praca.




W Portoryko zaadoptowały mnie dwie Meksykanki, które mówiły, że jestem ich młodszą siostrą.

Dlaczego to robię?


Zaczęłam to robić z braku alternatywy – nikt z mojego kierunku nie chciał jechać na wymianę, co nadal uważam za wstyd. Miałam sześćdziesiąt osób na studiach językowych i byłam jedyną osobą, która wyjechała – moim zdaniem na filologiach i lingwistykach semestr za granicą powinien być obowiązkowy.

Potem nikt z moich znajomych nie jechał do Karoliny Północnej, potem nikt z moich znajomych nie kończył pracy w tym samym terminie, co ja… A ja miałam już dość czekania na okazję, na tego wyśnionego kogoś, na idealną szansę.

Teraz jednak mam znajomych na całym świecie i nie miałabym problemu, by namówić jedną wariatkę czy wariata na przygodę.

Nadal wybieram podróże solo. Dlaczego?

Wygoda

Samotna podróżniczka nie musi dostosowywać się do cudzych urlopów, preferencji (jedziemy nad morze czy w góry?), zasobności portfela i wszelkich okoliczności przyrody („chłopak nie pozwala mi chodzić na imprezy”; „ja nie piję alkoholu”; „na couchsurfingu mogę spać tylko u kobiety”).

I nie ma nic złego w dostosowywaniu się do życzeń drugiej osoby! To też jest fajne, ćwiczy cierpliwość. Ale w pojedynkę jest zwyczajnie łatwiej.

Wolność


Och, to odwieczny narkotyk wszystkich podróżników.

Zew przygody, który nie pozwala nam usiedzieć w miejscu.

Gdy podróżujesz sama, nie musisz oglądać się na nikogo. Jeśli ktoś ci się spodoba, podróżujesz z nim przez tydzień. Jeśli nie, żegnasz się i wracasz do hostelu sama. Jeśli dobrze się bawisz na plaży, zostajesz tam tak długo, aż ci się nie znudzi, i nikt ci nie będzie wył nad uchem, że musicie jeszcze zobaczyć 27 najważniejszych obiektów historycznych według TripAdvisora.

Do ciebie należy decyzja, jak chcesz spędzać czas.

Towarzystwo


Tak, dziwnie to brzmi, w końcu samotne podróżowanie odbywa się w pojedynkę, nie? Nic z tych rzeczy!

Nigdy nie poznałam tylu osób, co właśnie podróżując sama. Ba, sama byłam wtedy, gdy naprawdę tego chciałam. Gdzie poznawać ludzi, gdy podróżuje się samemu?



 
Los Angeles zwiedzałam z Amerykaninem pochodzenia kubańskiego i Czeszką, która - tak jak ja - przyjechała na lato do pracy.

A co jest niefajne w samotnym podróżowaniu?

Wolność to coś, czego moim zdaniem trzeba się nauczyć.

Całe życie spędzamy dostosowując się do innych – na tym w końcu polega życie w społeczeństwie. Każdy dzień spędzamy w uzależnieniu od planów innych. Tracąc tę bazę na początku trudno jest znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, zwłaszcza że wiele z nas nie wie nawet, co lubi!

I nie mówię tu o preferencjach dotyczących egzotycznych owoców.

Żyjąc w społeczeństwie można nie wiedzieć nawet, jak lubi się spędzać czas – aktywnie? Spokojnie? Na chodzeniu, na siedzeniu w kawiarni? Podróże w pojedynkę pozwalają nam poszerzyć bagaż doświadczeń i metodą prób i błędów poznać siebie i swoje preferencje.

To trudna lekcja i wymaga czasu – chyba nikt na początku nie lubił podróżowania w pojedynkę. Skutkuje jednak wyższą samooceną, pewnością siebie, której nikt nam nie odbierze i komfortem przebywania we własnym towarzystwie.

Druga rzecz, do której było mi ciężko przywyknąć, to ogarnianie wszystkiego. Jestem typem sierotki, która gubi się pod blokiem wynosząc worek na śmieci, a wszystkie daty i terminy wylatują mi z głowy sekundy po tym, jak je usłyszę. Samotne podróżowanie zmusiło mnie do tego, bym zaczęła pilnować ważnych informacji, sprawdzać połączenia i zdecydowanie poprawiło umiejętność odnalezienia się w terenie. I ponownie, to trudna nauka, a postępy zajmują dużo czasu!

Ale dobrze jest mieć świadomość, że nieważne, co się ze mną stanie i gdzie wyląduję, dam sobie radę. Dobrze znać swoją siłę.


 
Na wulkan w Meksyku wspinałam się z Hiszpanem, którego poznałam przez mieszkającą w Argentynie dziewczynę z Ekwadoru.

Jak zacząć podróżować solo?

Kupić bilet, spakować się i ruszyć w drogę. Tylko tyle i aż tyle. Ciężko jest porzucić domowy komfort, a im bliżej wyjazdu, tym więcej czarnych myśli w tle – to normalne, nieważne, czy chodzi o półroczny wyjazd po Azji, czy weekend we Florencji.

Na początek sugerowałabym jakiś łatwy, europejski kraj. Coś ciekawego, ale niezbyt odległego kulturowo – na pewno mogę odradzić Maroko na pierwszą podróż w pojedynkę (to jeden z trudniejszych krajów, w których byłam do tej pory i na pewno w końcu o tym napiszę).

Dobrze sprawdzi się Portugalia, Hiszpania, Francja, Chorwacja, Grecja. Ważne jest, by wybrać kraj w 100% bezpieczny – stopień trudności będziemy zwiększać wraz z doświadczeniem.



Pół Kanady (trasa Toronto-wschodnie wybrzeże) przejechałam na stopa z dziewczyną z Niemczech, którą poznałam w Nowym Orleanie miesiąc wcześniej.

Jak przestać się bać?

Chciałabym powiedzieć, że był taki moment, kiedy przestałam się bać. Że przy którejś z kolei podróży pakowałam się z zachwytem, spalam jak księżniczka i wstałam rano czując zew przygody. Tak nie było.

Przed moją pierwszą podróżą przepłakałam tydzień. Z doświadczeniem przyjmowałam to nieco spokojniej, a teraz to już czasem nawet nie płaczę!

Na pewno ważne jest pozytywne nastawienie – słuchanie cudzych opowieści o przygodach, jakie spotkały ich w danym kraju, przeglądanie na Instagramie zdjęć z danej lokacji i wyobrażanie sobie, jakie cuda na nas czekają.

Dobra, co tam będę ściemniać, nadal głupieję, gdy przychodzi pora wyjazdu. Pakuję się z reguły na noc przed wyjazdem, a ostatnią noc spędzam oglądając powtórki Chirurgów, bo ze stresu nie mogę spać. A potem ruszam w drogę… i wokół mnie dzieje się tyle, że zapominam o wszystkich obawach.



To już wszystko na dzisiaj - zapraszam was do polajkowania fanpejdża, by być na bieżąco z moimi przygodami. Pozdrawiam!



4 komentarze:

  1. U mnie to jest różnie. Czasem lubię samotne wyprawy i eksploracje miast, chociaż nie stronię od wizyt 2-osobowych. Grupy zdecydowanie odpadają :) Jestem dość specyficznym podróżnikiem, bo nierzadko sporo czasu spędzam na szukanie odpowiedniego miejsca do wykonania miejsca... przez co znacznie spowalniam wyprawę, no ale taka już moja specyfika. W takim przypadku samotna wyprawa jest najlepszym rozwiązaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba decydować się na jedno, można zwiedzać świat i razem, i w pojedynkę :)

      Usuń
  2. sama nie chciałabym podróżować, ale na szczęście mój chłopak też to lubi i jeździmy razem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Polajkowałam fanpejdża. Ale fajnie tu u Ciebie jest! Mocno inspirujesz tym postem. Myślę, że po pandemii zacznę od samotnej wyprawy do kina (bardzo, bardzo małe kroczki! :D ). Ale prawda jest taka, że zawsze chciałam się przełamać i jechać gdzieś sama, tylko że właśnie ten strach... Jak kiedyś będę podejmować decyzję to wrócę do tego posta :)

    Bardzo mi się spodobało też podzielenie się lękami i tym, że musiałaś ogarnąć swoją wewnętrzną sierotkę. To jest jeszcze bardziej budujące!

    Lecę czytać post o Kanadzie i Lucy Maud Montgomery :)

    OdpowiedzUsuń